Bezpieczeństwo infrastruktury krytycznej coraz częściej staje się elementem debaty publicznej dotyczącej relacji państwa z obywatelami. Kluczowe znaczenie zyskuje w niej sposób zarządzania informacją, dostępem do obiektów oraz odpowiedzialnością instytucjonalną. W warunkach nasilających się zagrożeń hybrydowych instytucje państwowe konsekwentnie podnoszą argument bezpieczeństwa jako podstawę ograniczania jawności, jednocześnie funkcjonując w systemie, który w demokratycznym państwie opiera się przecież na transparentności i społecznej kontroli.
Powszechne jest jednak napięcie pomiędzy restrykcyjnym podejściem do udzielania informacji prasowych a otwartością na inicjatywy charytatywne, edukacyjne lub promocyjne, czy nawet polityczne realizowane przy zaangażowaniu instytucji publicznych. W pierwszym przypadku bezpieczeństwo państwa bywa przesłanką do całkowitego wyłączenia dostępu do informacji, w drugim – do istotnego rozszerzenia dostępności infrastruktury. Nie musi to oznaczać sprzeczności, lecz rodzi pytania o spójność kryteriów stosowanych przez te same podmioty w różnych kontekstach.
Problem nie ogranicza się jedynie do treści komunikowanych mediom. Dotyczy także zasad fizycznego dostępu do obiektów i przestrzeni operacyjnych oraz sposobu ich dokumentowania. Przedstawicielom mediów często odmawia się możliwości fotografowania infrastruktury krytycznej z powołaniem się na bezpieczeństwo, podczas gdy te same instytucje publikują materiały wizualne z wnętrza swoich obiektów w ramach własnych działań promocyjnych. Powstaje w ten sposób wrażenie, że o zakresie jawności decyduje nie jednolita ocena ryzyka, lecz subiektywna kontrola nad przekazem i własna potrzeba promocji.
W praktyce ujawnia się również niejednolitość zasad dostępu. Właśnie potwierdzone zostały przypadki wprowadzania ograniczeń wjazdu na teren niektórych jednostek wojskowych wobec własnych pracowników, w oparciu o kryteria dotyczące marki pojazdów, co uzasadniane jest względami bezpieczeństwa. Równolegle dopuszcza się wstęp osób trzecich, niezatrudnionych w danej instytucji stanowiącej infrastrukturę krytyczną, w ramach inicjatyw charytatywnych, po uzyskaniu dostępu w drodze licytacji. Zestawienie tych praktyk rodzi pytania o hierarchię stosowanych środków ochrony oraz o rzeczywiste kryteria oceny ryzyka.
Na styku prawa do informacji, obowiązku ochrony bezpieczeństwa oraz udostępniania infrastruktury w ramach działań społecznych ujawnia się luka systemowa. Brakuje jasno komunikowanych zasad określających, kiedy i na jakich warunkach dostęp do infrastruktury krytycznej jest dopuszczalny, a kiedy powinien zostać ograniczony. Bez takiego uporządkowania granica pomiędzy uzasadnioną ostrożnością a selektywną otwartością pozostaje zupełnie nieostra.
W opisie jednej z licytacji pojawia się pojęcie „standardowej weryfikacji bezpieczeństwa”, którą – według deklaracji organizatorów – mają przechodzić zwycięzcy aukcji przed uzyskaniem wstępu na teren instytucji stanowiącej element infrastruktury krytycznej. Termin ten nie posiada jednolitej definicji w obowiązującym porządku prawnym i nie może być utożsamiany z systemową oceną ryzyka. Nie jest również jasne, na czym taka weryfikacja miałaby faktycznie polegać i brak jest jakichkolwiek informacji w tym względzie.
W ramach licytacji prowadzonych w dobrej wierze i z intencją wsparcia celów społecznych nie sposób jednak pominąć zasadniczych pytań, zwłaszcza że w opisach ofert brak jest jakichkolwiek odniesień do ograniczeń lub warunków realizacji wygranych licytacji, w szczególności gdy dotyczą one wstępu na teren infrastruktury krytycznej. Pojawiają się zatem kwestie, których nie da się zignorować. Co w sytuacji, gdy zwycięzcą aukcji zostaje cudzoziemiec – w tym obywatel państwa uznawanego za wrogie lub osoba wcześniej karana lub objęta zainteresowaniem służb? Czy wygrana w licytacji rodzi roszczenie o dostęp do obiektu, czy też dostęp ten może zostać ograniczony decyzją instytucji odpowiedzialnej za bezpieczeństwo, a jeżeli tak – na jakiej podstawie i według jakich kryteriów? Pojawia się również pytanie o los wylicytowanych środków w przypadku odmowy realizacji wizyty. Brak jasno określonych, znanych z góry zasad sprawia, że każda taka decyzja – zarówno o dopuszczeniu, jak i o odmowie – może stać się przedmiotem sporu, którego koszty będą ponoszone ze środków publicznych.
W praktyce opisy wielu aukcji mają wyłącznie charakter promocyjny i nie zawierają żadnych ograniczeń ani warunków, które mogłyby wyłączyć możliwość realizacji wizyty. Zwycięzcą zostaje osoba oferująca najwyższą kwotę, niezależnie od okoliczności istotnych z punktu widzenia bezpieczeństwa. Na podstawie samego opisu licytacji można zatem odnieść wrażenie, że wygrana uprawnia w zasadzie do wejścia na teren obiektu. W efekcie dostęp do miejsc o znaczeniu strategicznym jawi się jako funkcja możliwości finansowych, a nie wynik uprzedniej, świadomej selekcji opartej na jasno określonych kryteriach bezpieczeństwa.
Na szczególną uwagę zasługuje konstrukcja organizacyjna jednego z licytowanych wydarzeń, w ramach którego przewidziano wstęp na teren infrastruktury krytycznej. W tym przypadku, formalnym organizatorem inicjatywy nie jest – co znamienne – instytucja zarządzająca obiektem, lecz związek zawodowy działający na jej terenie. Związek zawodowy stanowi podmiot prawnie odrębny i niezależny od pracodawcy, realizujący własne cele statutowe między innymi nie sprawuje on władztwa organizacyjnego nad zakładem pracy ani nie ponosi systemowej odpowiedzialności za bezpieczeństwo infrastruktury.
W sytuacji, gdy dostęp dotyczy siedziby instytucji, jej sal operacyjnych oraz zasobów wykorzystywanych do realizacji zadań o znaczeniu państwowym, prawnie spójnym rozwiązaniem byłoby występowanie samej instytucji w roli gospodarza i podmiotu zapraszającego. Przeniesienie funkcji organizacyjnych na podmiot reprezentujący jedną grupę zawodową – nawet za wiedzą i zgodą instytucji – rodzi istotne pytania o kontrolę nad przebiegiem wizyty, zakresem ujawnianych informacji oraz odpowiedzialnością za bezpieczeństwo.
Na tym tle szczególnego znaczenia nabiera okoliczność, że w wielu instytucjach dostęp do stref krytycznych i zastrzeżonych nie przysługuje wszystkim pracownikom danej jednostki. Jest on reglamentowany, ograniczony do określonych stanowisk oraz ściśle powiązany z zakresem obowiązków i poziomem uprawnień. Tym bardziej jako zaskakujące jawi się dopuszczanie do takich przestrzeni osób trzecich, spoza struktury organizacyjnej, w ramach incydentalnych – w tym charytatywnych – wydarzeń. Tego rodzaju praktyka rodzi wątpliwości co do spójności stosowanych środków bezpieczeństwa, skoro z jednej strony dostęp własnych pracowników podlega daleko idącym ograniczeniom, a z drugiej możliwe staje się udostępnienie tych samych obszarów osobom niezatrudnionym w instytucji, zwłaszcza w obecnej sytuacji występujących zagrożeń sabotażowych.
Dodatkowym problemem jest kwestia odpowiedzialności w sytuacji, w której realizacja wylicytowanej oferty prezentowanej przez związek zawodowy zostaje zablokowana przez instytucję państwową z przyczyn bezpieczeństwa. Jeżeli organizatorem licytacji jest podmiot związkowy, natomiast decyzję o niewpuszczeniu zwycięzcy na teren obiektu podejmuje instytucja zarządzająca infrastrukturą krytyczną, powstaje zasadnicze pytanie o odpowiedzialność za niewykonanie świadczenia, ewentualny spór prawny oraz konsekwencje wizerunkowe.
Choć działalność związkowa w postaci promocji zawodu czy prezentacji warunków pracy pozostaje w pełni legalna, jej cele nie muszą być tożsame z interesem publicznym ani z obowiązkami instytucji odpowiedzialnej za ochronę infrastruktury krytycznej i ciągłość działania systemu. W takiej konfiguracji dostęp do przestrzeni operacyjnych staje się elementem przekazu podporządkowanego celom organizatora. W efekcie dochodzi do sytuacji, w której państwo de facto ceduje narrację na organizację społeczną reprezentującą jedną grupę zawodową, podczas gdy rola instytucji publicznej jest znacznie szersza i obejmuje obowiązek stałego, wyważonego informowania oraz edukowania społeczeństwa w sposób uwzględniający pełny kontekst funkcjonowania systemu, a nie perspektywę jednego środowiska.
W realiach trwającej wojny w Ukrainie oraz narastających zagrożeń o charakterze hybrydowym i sabotażowym kwestia dopuszczania osób trzecich do przestrzeni operacyjnych infrastruktury krytycznej nabiera dodatkowego, jakościowo odmiennego znaczenia. W takich warunkach bezpieczeństwo powinno obejmować minimalizowanie ekspozycji na działania rozpoznawcze i wpływu. Wejście do przestrzeni operacyjnych osób spoza struktury instytucji – nawet w obecności przedstawicieli danej instytucji i przy deklarowanym zachowaniu procedur – zwiększa, mimo wszystko, ryzyko niekontrolowanego ujawnienia wiedzy o organizacji pracy, architekturze systemów, nawykach operacyjnych czy słabych punktach infrastruktury oraz personelu danej instytucji. Są to elementy, które w realiach wojny hybrydowej mają znaczenie operacyjne, mimo że formalnie nie muszą być kwalifikowane jako informacje niejawne.
W czasie, gdy państwo publicznie wskazuje na realność działań sabotażowych i konieczność podwyższonej czujności, szczególnego znaczenia nabiera zachowanie równowagi pomiędzy potrzebą ochrony bezpieczeństwa państwa, działaniami promocyjnymi a obowiązkiem rzetelnego informowania opinii publicznej. Równocześnie zasadne wydaje się wypracowanie jednolitych, minimalnych standardów postępowania w zakresie dopuszczania osób trzecich do obszarów krytycznych i zastrzeżonych, które instytucje infrastruktury krytycznej powinny wdrożyć jako stały element systemowego zabezpieczenia.





